Aleksandra Wysocka siedziała w pracy przy biurku, a z jej oczu kapały łzy. Nie mogła uwierzyć, że Borys mógł jej to zrobić.
W pewnej chwili zadzwonił jej telefon.
- Halo? - odebrała nie patrząc kto dzwoni.
- Mamo, kiedy będziesz? - usłyszała głos Marka, swojego adoptowanego syna.
- Już wychodzę, zaraz będę. - próbowała powstrzymać płacz.
- Dobrze, czekam. Pa. - Marek się rozłączył, a do pomieszczenia wszedł Jacek. Miał nadzieję, że nikogo w pomieszczeniu już nie będzie.
- Ola, ty jeszcze tutaj? - spytał zdziwiony widząc swoją przyjaciółkę.
- Już się zbieram. - próbowała ukryć twarz. Nie chciała aby Jacek się martwił. Wstała od biurka i już miała wychodzić. W ostatniej chwili, Jacek złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Ej, co jest? - spytał zmartwiony.
- Nic. Naprawdę jest okej. Nie martw się. - próbowała wymusić uśmiech.
- Tia, mów co się dzieje. Nie potrafię się o ciebie nie martwić. - złapał jej dłonie. Ola w końcu tego nie wytrzymała i przytuliła się do niego. Płakała bardzo. - Cii, spokojnie będzie dobrze. - głaskał ją po głowie.
- Nic nie będzie dobrze. - odsunęła się od niego i z powrotem usiadła na krześle. Jacek ukucnął obok niej.
- Będzie, tylko powiedz co się stało?
- Borys...pobił Mikołaja.
- Ale...dlaczego? - spytał kompletnie zdziwiony.
- Bo...ja byłam z Borysem parą. No i on był o mnie zazdrosny. Myślał, że ja coś z Mikołajem...wpadl w szał i go pobił. - Jacek słuchał uważnie tej opowieści, co chwile wycierając jej łzy. Z jednej strony było mu smutno, że Ola jest z Borysem, ale z drugiej cieszył się jej szczęściem. Gdy Ola skończyła mówić, zaczął mówić Jacek.
- Tak strasznie mi przykro...nie wiem co powiedzieć...
- A wiesz co jest najgorsze? - spytała, patrząc mu w oczy. Jacek przecząco kiwnął głową. - ja naprawdę myślałam, że on coś do mnie czuje. Że mamy szansę na szczęście. A teraz sama nie wiem co mam już myśleć... - kolejny raz się rozpłakała a on kolejny raz ją przytulił. Krótkowłosa brunetka czuła się bezpiecznie w jego ramionach...
Gdy się przytulali do pomieszczenia wszedł Borys. Zarówno Ola, jak i Jacek przestraszyli się go. Nie wiedzieli do czego był jeszcze zdolny.
- Lepiej się od niej odwal, bo nie ręczę za sobie. - wysoki mężczyzna podszedł niebezpiecznie do Jacka. Jednak blondyn zachował zimną krew.
- Bo co mi zrobisz? Pobijesz mnie?! Proszę bardzo! - Jacek podszedł bliżej do Borysa. Jednak Ola złapała go za dłoń.
- Jacek, nie! - powiedziała cicho.
- Nie będę się z tobą bił. Mimo wszystko byłeś dobrym kolegą. Ola, chodź idziemy! - powiedział stanowczo. Ola się przestraszyła i odsunęła. Nie chciała być z nim sam na sam. Obaj mężczyźni spojrzeli na nią.
- Ona nigdzie z tobą nie idzie. Zostaje tutaj. - powiedział stanowczo Jacek i podszedł do Oli. Cała się trzęsła, więc ją przytulił.
- To moja dziewczyna i łapy trzymaj przy sobie! - krzyknął dosyć głośno.
- Nie! - Ola w końcu postanowiłam zabrać głos. Wyrwała się z objęć Jacka i stanęła twarzą w twarz z Borysem. W jego oczach zobaczyła pewno nienawiści. - Nie jestem twoją dziewczyną, to koniec. Po tym co zrobiłeś, boję się ciebie. Nie chce więcej z tobą być. Nie chce cie więcej spotkać w moim życiu! Odejdź z tąd, tak będzie najlepiej. - pewność dodała jej siły do działania.
- Jeszcze tego pożałujecie!- kolejny raz krzyknął i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Ola odetchnęła z ulgą. Usiadła na krześle i zamknęła oczy.
- Wszystko w porządku? - Jacek stanął za nią i zaczął masować jej plecy.
- Tak, jest lepiej niż dobrze. Cieszę się, że to się już skończyło. No i... - urwała. Wstała z krzesła, stanęła na przeciwko Jacka, spojrzała mu w oczy i przełożyła swoje czoło do jego czoła.
- Co ty robisz? - szepnął Jacek, zapatrzony w jej błękit oczu.
- To co powinnam zrobić dawno. - położyła swoje dłonie na jego policzkach i delikatnie pocałowała. Z każdą chwilą całowali się coraz bardziej. Chcieli, aby ta chwila trwała wiecznie. Po kilku minutach oderwali się od siebie, patrząc sobie w oczy.
- Powinniśmy już iść. - nadal szeptał.
- Racja, powinniśmy ale nie musimy... - znów go delikatnie pocałowała, aby po chwili spojrzeć w jego oczy. Tą chwilę przerwał dźwięk telefonu Aleksandry. Nie odbierała. Nie chciała przerywać tej chwili.
- Odbierz może to coś ważnego. - Aleksandra dopiero po chwili przypomniała sobie o Marku.
- Cholera. - powiedziała i szybko podbiegła do leżącego na biurku telefonu. Jacek nie wiedział o co chodzi. - Przepraszam, że tak długo ale musiałam coś jeszcze załatwić. - powiedziała, gdy odebrała telefon.
- Długo muszę jeszcze czekać? - wydobył się głos z telefonu.
- Będę za 20 minut. Pa - rozłączyła się i zaczęła się szybko ubierać.
- Ola, co jest? - spytał Jacek.
- Przepraszam Jacuś, muszę jechać do domu. Mam mało czasu. - chciała już wyjść z pomieszczenia, gdyjuż Jacek ją zatrzymał.
- Poczekaj, zawiozę cie.
- Mógłbyś?
- No jasne, a co to za problem! - uśmiechnął się i musnął jej policzek.
- Dziękuję, kochany jesteś.
- No wiem. - oboje zaczęli się śmiać.
Kilkanaście minut później byli pod blokiem Aleksandry.
- Może wejdziesz?- spytała z nadzieją.
- Nie, nie chce robić ci problemu. Po za tym po tym co się stało na komendzie...- zamilkł i lekko się uśmiechnął.
- Rozumiem. Do zobaczenia jutro! - pocałowała go, kolejny raz. Nie protestował, odwzajmnił. Chwilę później Ola zniknęła mu z zasięgu wzroku, a on udał się do swojego domu z wielkim uśmiechem na twarzy. Był szczęśliwy. Od dawna czekał na ten moment. Miał nadzieję, że nie skończy się to tylko na jednym pocałunku....
Nastał kolejny dzień. Jacek był już na nogach o 6. Chciał zrobić Oli niespodziankę i pojechać do niej z samego rana. Zależało mu na niej. Bardzo mocno! Jednak nie wiedział czy ona chce z nim być... Może dla niej to był tylko pocałunek...
O 8 był już u Oli. Mieli dziś obaj wolne, więc mógł sobie na to pozwolić. Zapukał do drzwi, a chwilę później otworzyła mu Ola.
- Witam piękną damę! - powiedział z szerokim uśmiechem i podał jej bukiet róż.
- Jacek, ale co ty tak wcześnie tu robisz? Wejdź. - spytała całkiem zdziwiona.
- Chciałem zrobić niespodziankę. - powiedział wchodzac do środka i dając jej buziaka w policzek.
- Zaskoczyłeś mnie. Nawet nie zdążyłam się ubrać, jak ja wyglądam? - mówiła, przechodząc do kuchni.
- Wyglądasz ślicznie. - puścił jej oczko.
- Tia, bo uwierzę. Dobra, ja lecę pod prysznic.
- Okej, to ja zrobię śniadanie.
Ola poszła do łazienki, a Jacek w tym czasie szykował śniadanie. Po 10 minutach na stole znalazło się wytrawne śniadanie. On sam zaś podszedł do okna i zapatrzył się w dal. Nie zauważył kiedy do pomieszczenia weszła Ola. Gdy poczuł jej dłonie na sobie, wtedy się ocknął.
- Zakochałeś się? - zażartowała.
- Nie. - odwzajmnił gest Oli. - Skoro jesteś gotowa to zapraszam na śniadanie.
- Dziękuję, kochany jesteś! - oboje usiedli do stołu.
- A Marka nie ma?
- Jacuś, ty aby na pewno się nie zakochałeś? Jest środek tygodnia, jest w szkole. - Ola zaczęła się śmiać.
- No zakochałem się, zakochałem. - uśmiechnął się szeroko.
- Oo no to kto jest tą szczęściarą? - spytała zaciekawiona, zajadając kanapkę.
- A co jak powiem, że... Ty?
- Wiesz...mnie to nie przeszkadza.
- Naprawdę?
- Naprawdę. - Jacek wstał z krzesła i podszedł do Oli. Złapał jej dłoń i bardzo głęboko spojrzał jej w oczy. Nie odzywał się, nie wiedział co powiedzieć.
- No co tak patrzysz słońce? Kocham cię!
- Ale...jeszcze wczoraj byłaś z Borysem...
- Owszem, ale od naszego rozstania cały czas myślę o tobie.
- W takim razie po co ze mną zrywałaś? - spytał zdziwiony.
- Bo...gdy jeszcze żył mój ojciec powiedział, że gdy z Tobą nie zerwę to stracisz pracę. Nie mogłam na to pozwolić. Za bardzo mi na Tobie zależało. Wiedziałam, że jeżeli zerwę to tak czy tak będziemy się widzieć.
- Mogłaś mi powiedzieć.
- Mogłam ale tego nie zrobiłam. Może zapomnijmy już o tym? Chyba liczy się tu i teraz.
- Racja. - zbliżył się do niej i ją namiętnie pocałował. Całowali się dłuższą chwilę, aż wylądowali w łóżku (...)
Po wszystkim zasnęli wtuleni w siebie. Obudzili się około 14. Gdy wstali i się ubrali, zaczęli szczerze rozmawiać. Z chęci obu stron zostali parą.
- Wiesz, że musimy powiedzieć Markowi? - spytała Ola.
- Wiem, może powiemy mu jak wróci ze szkoły? - zaproponował.
- No jasne. - Ola musnęła jego policzek, po czym się uśmiechnęła.
Około 15 do domu wrócił Marek. Był zaskoczony widząc w domu mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie widział.
- Cześć - jako pierwszy odezwał się Jacek.
- Yy...dzień dobry. Kim pan jest? - Jacek spojrzał na Olę.
- Skarbie, usiądź.- głos zabrała Ola.
- O co chodzi?
- Bo ja i Jacek...jestesmy razem. - złapała Jacka za dłoń i czekała na jego relacje.
- A co z Borysem? Myślałem, że ty z nim...
- Borys pobił Mikołaja. Nie chce z nim się już znać.
- Go też nie znasz! - krzyknął, wskazał na Jacka i uciekł do swojego pokoju. Ola była zaskoczona reakcją chłopca.
- Kochanie, przepraszam cię za niego.
- Nic się nie stało. Ma prawo. Pójdę z nim pogadać. - musnął Oli policzek i poszedł do chłopca. Zapukał do drzwi.
- Można? - spytał, uchylając drzwi.
- Czego chcesz? - spytał dość chamsko. Jednak Jacek się tym nie przejmował, wiedział, że tak to będzie wyglądać.
- Pogadać. - wszedł do środka i usiadł na jego łóżku.
- Nie mamy o czym. - powiedział hardo.
- Posłuchaj, nie znasz mnie więc proszę cię nie oceniaj mnie. - dla Jacka to już było za dużo.
- Nie znam, ale znając Borysa i to co zrobił mamie to ty jesteś taki sam.
- Dlaczego tak myślisz?
- Jesteś policjantem. - Jacek się zaśmiał.
- Nie każdy policjant bije każdego, kto tylko dotknie jego dziewczyny. - uśmiechnął się lekko. - Jeśli chcesz to mogę ci coś powiedzieć.
- Czyli co? - spojrzał na blondyna.
- Kiedyś już byłem z Olą... - urwał.
- To...dlaczego z nią zerwałeś?
- Nie ja, tylko Ola.
- Dlaczego? - Markowi chyba opadły emocje.
- Jej ojciec nie akceptował naszego związku. Uważał, że chce ją skrzywdzić. Lecz tak nie było. Pewnego dnia zaprosiłem ją na piknik, tam ze mną zerwała... - posmutniał przypominając sobie przykre wspomnienia.
- I co było dalej? - chłopca zaciekawiło to co mówił Jacek.
- No co było? Żyłem dalej.
- Kochałeś ją?
- Oczywiście, że tak. Nigdy nie przestałem.
- To dlaczego nie walczyłeś o nią? - kolejne pytanie ze strony chłopca.
- Myślisz, że nie próbowałem? Wiele razy proponowałem jej wyjście do kina, czy kolację. Za każdym razem odmawiała. Gdy został zabity jej ojciec i ona została porwana przez swoją dawną przyjaciółkę, próbowałem...chciałem być przy niej. Jednak nie, ona mnie odtrąciła. Nie masz pojęcia jak to bolało. - Jacek nie miał świadomości, że to co mówi słyszy Ola.
- Przepraszam... - Marek spuścił głowę, jednak po chwili ją podniosło spojrzał na chłopaka swojej mamy. Jacek spojrzał na niego pytającym wzrokiem. - Źle cię osądziłem.
- Nie ma za co. - lekko się uśmiechnął.
- Panie Jacku... - urwał.
- Tak?
- Pan kocha moją mamę?
- Oczywiście, że tak. Jest dla mnie najważniejsza - znów posłał mu uśmiech. - I nie "pan" tylko Jacek.
- Dobrze. - chłopiec szeroko się uśmiechnął.
- Wracamy do Oli? - spytał Jacek.
- Jasne, tylko...
- Co się stało?
- Nie zabieraj mi mamy...
- No coś ty, zwariowałeś? Nie zamierzam nikogo zabierać. Tylko wiedz...masz dużą konkurencję. - obaj się roześmiali. Po czym wyszli do kuchni, gdzie czekała na nich Ola razem z obiadem. Na ich widok się uśmiechnęła.
- To ja pójdę umyć ręce. - Marek wyszedł do łazienki, a Jacek podszedł do Oli i ją mocno przytulił.
- Kochanie, wszystko w porządku? - spojrzała w jego śliczne błękitne oczy.
- Kocham cię. Najbardziej na świecie. Nie wiem jak wytrzymałem bez ciebie tyle lat.
- Ja ciebie też kocham ale powinnam cię przeprosić. - Ola posmutniała.
- Za co??
- Ty chciałeś mi pomóc gdy straciłam ojca, a ja tak po prostu cię odepchnęłam.
- Podsuchiwałaś? - blondyn lekko się uśmiechnął.
- Ciężko było was nie słyszeć.
- Ola, skarbie. To co było kiedyś to przeszłość. Liczy się tu i teraz. - złapał ją za dłonie.
- Tak wiem, ale wiem jak mogłeś się wtedy czu...- Jacek jej przerwał ,składając jej namiętny pocałunek na ustach. Ola odwzajemniła. Całowali się dłuższą chwilę.
- Chyba tego wystarczy gołąbeczki. - Marek się zaśmiał. Natomiast zakochani czuli się zmieszani. Uśmiechneli się do siebie.
- Siadajcie do stołu. - odezwała się Ola.
Kilka minut później cała trójka jadła obiad przygotowany przez Aleksandrę, potem Marek poszedł odrabiać lekcje a Wysocka i Nowak usiedli przed telewizorem. Włączyli film " I że cię nie opuszczę ", przytulili się do siebie. Był to bardzo romantyczny film. Film trwał około 3 godzin. Na zegarze była 19:30.
- To co skarbie, ja będę już szedł. - mówił Jacek muskając Olę po szyi.
- Nie zostaniesz na noc? - zrobiła smutną minę .
- A chcesz? - Nowak się uśmiechnął.
- Bardzo. - złożyła mu na ustach pocałunek.
- Przepraszam, że przeszkadzam... - znów przerwał im Marek.
- Co się stało? - spytała Ola.
- Mógłbym nocować dziś u mojego kolegi, Kacpra?
- No jasne. - Ola się uśmiechnęła. Marek podziękował i chwilę później było słychać odgłos zamykanych drzwi. Niespodziewanie poczuła jak ktoś ją podnosi.
- Jacuś, zwariowałeś?
- Tak, na twoim punkcie! - po chwili położył ją na łóżku w sypialni, a sam położył się delikatnie na niej.
- Wariat. - szepnęła mu na ucho i delikatnie musnęła jego usta.
- Wiem, to z miłości do ciebie.
- Co ty mi tak słodzisz?
- Nie podoba się? - nie czekał na odpowiedź tylko ją pocałował. Spędzili wspólną noc po kilku latach.
Minęły dwa tygodnie od kad Ola jest z Jackiem. Układa im się wręcz idealnie. Marek bardzo się cieszy, że jego mama układa sobie życie z takim mężczyznę jak Jacek.
Dziś była środa. Ola i Jacek mieli na 8 do pracy. Na komendzie byli już pół godziny przed czasem. Idąc po schodach, Oki zakręciło się w głowie.
- Wszystko w porządku, kochanie? - spytał zmartwiony Jacek.
- Tak. - posłała mu uśmiech.
- Może zostaniesz dziś na komendzie?
- Co?? Dlaczego?
- Jesteś cała blada. W dodatku jeszcze to zasłabnięcie i złe samopoczucie rano. - powiedział zmartwiony.
- Skarbie, proszę cię, przejdzie mi. Nic mi nie będzie. - złapała jego policzki i delikatnie pocałowała w usta.
- Ale Ola... - nie dane było mu dokończyć.
- Skończ. - trochę się zdenerwowała i poszła do swojego pokoju. Jacek postanowił zostawić ją chwilę samą. Zauważył, że przez ostatni tydzień chodzi jakaś przygnębiona, mało się odzywa. Nie chciała mu powiedzieć co się dzieje. On sam nie chciał naciskać, ponieważ wiedział, że Ola i tak mu nic nie powie.
Blondyn poszedł się przebrać, potem postanowił pójść do ukochanej i jeszcze raz z nią porozmawiać.
- Proszę, herbata dla pięknej pani. - powiedział, wchodząc do pokoju w którym aktualnie była sama Ola.
- Dziękuję, kochany jesteś. - brunetką wzięła od swojego chłopaka kubek i musnęła jego policzek.
- Jak się czujesz? - spytał Nowak podchodząc do Oli i masując jej plecy.
- Lepiej.
- Na pewno ? Może jednak zostan na komendzie?
- Jacuś, bardzo cię proszę, skończ już.
- Ale ja się martwię. - ukucnął naprzeciwko niej.
- Nie ma o co. - powiedziała nachylając się i go przytulając. W tej samej chwili do pokoju wszedł Krzysiek, z którym Ola razem jeździła w patrolu.
- Cześć gołąbeczki! - powiedział z uśmiechem. On jako jedyny wiedział o tym, że ta para jest razem.
- Cześć. - odpowiedzieli jednocześnie, po czym Ola dodała.
- Pójdę wynieść kubki. - zaraz po wyjściu Oli, Jacek miał prośbę do Krzyśka.
- Stary, mam prośbę. - spytał niepewnie.
- No co jest? - Zapała trochę się zmartwił, bo twarz dyżurnego była poważna. Na ogół był to zabawny chłopak, pełen pasji.
- Chodzi o Olę...
- Co z nią jest?
- Mógłbyś na nią uważać?
-Cos się stało? - Krzysztof nie wiedział kompletnie o co może chodzić.
- Od tygodnia chodzi jakaś przybita. W dodatku dziś rano zwymiotowała, a na komendzie zrobiło jej się słabo. Prosiłem ją żeby została dziś na komendzie, ale znasz ją.
- Nie no rozumiem. Będę na nią uważać. - uśmiechnął się przyjaźnię.
- Dzięki. - odwzajemnił gest Krzyśka. Jacek chciał już wychodzić, ale Zapała go zatrzymał.
- Jacek, poczekaj jeszcze chwilę.
- No co jest?
- Na twoim miejscu pojechałbym z nią do ginekologa. - lekko się uśmiechnął.
- Ale ty chyba nie myślisz, że...nie no stary. - Jacek się trochę zmartwił.
- Jacek, zaufaj mi. Wiem co mówię. Gdy Emilka była w ciąży też tak miała. - poklepał go po plecach. - No chyba, że Ola już wie i chce ci zrobić po prostu niespodziankę. - Jacek z wrażenia usiadł na krześle. - Ej, Jacek dobrze się czujesz? - Zapała trochę się zmartwił zachowaniem swojego przyjaciela.
- Tak, wszystko dobrze. Tylko...zostanę ojcem, ty to rozumiesz? Ja, któremu nigdy nie wychodziło w związkach. - szeroko się uśmiechnął. W tej samej chwili to pomieszczenia weszła Ola.
- Coś się stało, że ty taki szczęśliwy? - zwróciła się do swojego chłopaka. On podszedł do niej, i bardzo mocno przytulił, po czym dodał.
- Wszystko jest w porządku, nawet lepiej. Proszę cię, kochanie uważaj na siebie, dobrze?
- Z tobą na pewno wszystko dobrze?
- Nawet lepiej. Kocham cię. - powiedział po czym ją pocałował w usta i przytulił. Krzysztof patrzył na niech z radością w oczach. Oni po prostu byli idealną parą.
Chwile później Jacek opuścił pokój, a Ola zwróciła się do Krzyska.
- Co mu się stało?
- A skąd ja mam to wiedzieć? - zapytał, puszczając jej oczko.
- Krzysiek, mów bo nie ręczę za siebie. - odrobinę się zdenerwowała.
- Chodź na odprawę, później pogadamy. - tak też zrobili. Udali się na odprawę. Ola zauważyła, że podczas odprawy jej ukochany cały czas się uśmiecha. Chyba się nie domyśla, że z nią jest coś nie tak? Sama już nie wiedziała co o tym myśleć. Owszem, cieszyła się bardzo, że się śmieje tylko nie rozumiała dlaczego Krzysiek i Jacek robią z tego taką tajemnice.
Po 15 minutach patrol 06 wyruszył na patrol. Ola próbowała dowiedzieć się cokolwiek o czym Krzysiek rozmawiał z Jackiem, jednak ten pozostał nieugięty.
Około 18 zjechali na bazę, gdzie wypełnili papiery i mogli iść do domu. Ola udała się do Jacka, który również kończył pracę.
- Dobra, kochanie a teraz bez ściemy. - powiedziała Ola gdy weszła do gabinetu dyżurnego i zamknęła drzwi. - Co się takiego wydarzyło?
- Zostaniemy rodzicami? - spytał Jacek z bananem na twarzy.
- Czekaj, skąd wiesz? - spytała zdziwiona. Myślała, że Nowak się nie domyśli.
- Tak czy nie? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- No...tak. - Jacek podniósł swoją dziewczynę do góry i zakręcił w koło. Tak bardzo się cieszył. Po chwili postawił ją na ziemi i namiętnie pocałował.
- Kocham cię, skarbie.
- Ja ciebie także kotek. - mocno się przytulili. Już nic nie mogło zagrażać im szczęściu.
* Rok później *
3 miesiące temu na świat przyszła mała Amelka. Dziewczynka jest bardzo podobna do swojego taty. Te samo niebieskie oczka i ten sam rozczulający uśmiech. Marek mimo tego, że z początku obawiał się, że Ola i Jacek oddadzą go do domu dziecka, jest szczęśliwy, że ma rodzeństwo. Jest szczęśliwy gdy widzi, że jego przebrani rodzice są szczęśliwi. Z czasem zaczął traktować Jacka, jak własnego ojca.
Miesiąc temu Ola i Jacek wzięli ślub. Są bardzo szczęśliwi gdy są razem. Oboje wspierają siebie nawzajem.
THE END


