czwartek, 31 sierpnia 2017

1.13 Miłość jest wskazana

Nastał kolejny cudowny dzień. Od kilku dni już wszystko jest inaczej.
* Ola *
Obudziłam się około 8, Jacka już nie było obok. Podniosłam się z łóżka, aby założyć szlafrok. Jednak poczułam silny ból. Krzyknęłam. Usiadłam z powrotem na łóżko. Zaraz zobaczyłam jak do pokoju wbiega Jacek.
- Skarbie, co jest? - chyba się przestraszył, gdy zobaczył, że trzymam się za brzuch.
- Boli. - wyszeptałam. Jednak poczułam, że ból przechodzi.
- Jedziemy do szpitala!
- Nie, już jest dobrze. - powiedziałam, gdy ból mi całkowicie przeszedł.
- A jeśli to już?
- No co ty? Jeszcze półtora miesiąca.
- Proszę, jedźmy do szpitala. Boję się, że może coś ci się stać.
- Spokojnie. Mam dziś wizytę o 10.  - Jacek spojrzał na zegarek.
- To musisz się trochę pospieszyć. - chyba trochę odetchnął z ulgą.
- Wiem, już idę jeść kotek. - musnęłam jego usta i wyszłam. Na stole stało już śniadanie. Zjadłam z apetytem, chodź trochę mi to zajęło. Następnie poszłam do łazienki i się ogarnęłam. Około 9:40 razem z Jackiem pojechałam do lekarza. Szczerze? Bałam się tego. A co jeśli coś nie tak z małą?

* Jacek *
Siedzieliśmy właśnie w poczekalni, trzymałem Olę za rękę. W jej oczach dostrzegłem nutkę strachu. Tylko przed czym? Chyba po takim czasie już nic nie zagraża dziecku.
Przybliżyłem usta do jej ucha i szepnąłem.
- Będzie dobrze. - ona jedynie cicho się zaśmiała i przytuliła do mnie.
- Aleksandra Wysocka! - usłyszeliśmy głos pielęgniarki. Ola poprosiła abym z nią wszedł.
W pomieszczeniu powitał nas lekarz.
- Dzień dobry, widzę, że na ostatnią wizytę przyszła pani z mężem. - lekarz ciepło się uśmiechnął. Ja spojrzałem na Olę i cicho się zaśmiałem.
- Dzień dobry, z przyszłym mężem. - odpowiedziała Olcia i również się uśmiechnęła.
- Przepraszam. - lekarz chyba czuł się zmieszany. - Proszę się położyć.
Ola wykonała jego polecenie. Ja usiadłem z jednej strony, zaś doktor z drugiej. Złapałem moją ukochaną za dłoń. Na jej twarzy kolejny raz pojawił się uśmiech.
Lekarz zaczął wykonywać badanie. Sam się tego bałem...
- Wszystko jest w porządku.- powiedział lekarz a ja odetchnąłem z ulgą. - Termin jest wyznaczony na 13 czerwca. - kontynuował.- To chyba wszystko. Proszę się wytrzeć. - dodał jeszcze. Ola wytarła się i wstała. Pożegnaliśmy się z lekarzem i wyszliśmy z pomieszczenia.
W domu byliśmy po godzinie, ponieważ zajechaliśmy jeszcze do sklepu.
Dzień spędziliśmy jak co dzień, nic ciekawego się nie wydarzyło. Chodź muszę przyznać, że zachowanie Oli troszkę mnie dołuje. Jest taka nie obecna, zamyślona. Nie wiem co się dzieje i boję się zapytać... A może tylko panikuje? Ehh..sam już nie wiedziałem co robić. Może się jej jednak spytam o co chodzi?
- Olcia...- spytałem gdy siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy film romantyczny. W sumie można było powiedzieć, że był on trochę o nas. Dwójka policjantów, która się zakochuje w sobie. Nadeszło rozstanie. Potem do siebie wracają i okazuje się, że Ana jest w ciąży. Ale tuż po narodzinach dziecka rozdziela ich śmierć. Oby z tą końcówką nie było u nas tak samo.
- Tak? - Ola spojrzała na mnie.
- Czy coś cię smuci?
- Nie, dlaczego pytasz?
- Jesteś taka nie obecna, zamyślona.
- Wydaje ci się.
- Na pewno?
- Tak. Po prostu bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też kotek - uśmiechnąłem się ciepło. Szczerze, to nie mogłem się doczekać aż w końcu weźmiemy ślub. Bardzo ją kocham. Czasami gdy widzę ludzi po rozwodzie, to zastanawiam się dlaczego to wszystko. Obiecali sobie miłość po grób, a od tak biorą rozwody. Bo co? Bo popełnili błąd, bo zdradzili?! Przecież wystarczy tylko porozmawiać. Dlaczego komplikować sobie życie. Co się stało z tą miłością, która kiedyś rozpalała ich serca. Do cholery! Świat nie jest od tego. Jedna osoba obwinia drugą, a druga pierwsza. Chwila, zawiniły dwie osoby. Przecież coś musiało się wydarzyć. O miłość trzeba dbać całe życie...tak jak o inne cenne rzeczy. Szczera rozmowa...to ona wszystko wyjaśni. Czasami ludzie w ogóle nie myślą o innych tylko odchodzą... Porozmawiajacie, pomoże! Jestem pewny, że ja z Olą będziemy się kochać po grób. Tak jak sobie to przysięgniemy.
- Jacuś, chodź spać. - głosik Oli wyrwał mnie z zamyślenia.
- Tak, słoneczko, już idę.
Zmierzałem w stronę łazienki. Musiałem się trochę odświeżyć.
Po kilku minutach wyszedłem i poszłam do sypialni. Ola leżała na łóżku i czytała książkę.

* Ola *
Gdy czytałam książkę, do sypialni wszedł Jacek. Przez dłuższy czas stał w drzwiach i się na mnie patrzył.
- No co? - spytałam, gdy miałam już po woli dość tego, że się na mnie patrzy.
- Nic. Po prostu nie przypuszczałem, że jesteś taka cudowna. - zmierzał w moją stronę.
- Nie jestem cudowna. Po prostu jestem zwykłą dziewczyną.
- Tak?  Już nie bądź taka skromna. - uśmiechnął się, a ja się zaśmiałam. On przybliżył swoje usta do moich. Już był tak blisko, gdy... Odwróciłam głowę.
- Dobranoc. - powiedziałam i odwróciłam głowę w drugą stronę, po czym się uśmiechnęłam. Uwielbiałam go denerwować.
- A to co miało być? - poczułam jego usta przy moim uchu.
- Głowa mnie boli.
- Takie kity to ty możesz wciskać komu chcesz ale nie mnie. - delikatnie obrócił mnie w swoją stronę. Ujrzałam jego błękit oczu.
- Mówię prawdę. - splotłam nasze dłonie.
- Yhm. - wymruczał i pocałował mnie. Nie zdążyłam się odsunąć. Po krótkim pocałunku położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Słyszałam bicie jego serca...
- Jacuś.. - spytałam po kilku minutach.
- Tak słonko?
- Jak to będzie po ślubie?
- Ale co? - chyba nie za bardzo wiedział o co mi chodzi.
- Dalej będziesz mnie kochał?
- Oczywiście, że tak. Co to za pytanie?
- Gdy widzę tych wszystkich ludzi, którzy się rozwodzą boję się, że u nas będzie tak samo. Że spotkasz bardziej atrakcyjną kobietę...
- Ej, co ty pleciesz!? Dla mnie nie ma piękniejszej kobiety. Po za tym jak ty to sobie wyobrażasz? Mamy razem dziecko.
- A co z tym uczuciem?
- Obiecuję, że będziemy je pielęgnować. Nigdy nie zgaśnie!
- Obiecujesz?- spojrzałam mu w oczy.
- Obiecuję.
- Dziękuję skarbie.
- Kocham cię. - szepnął.


No hej, to ja? ~♥~
No to powiedzcie mi... Co będzie dalej?!
Nie no żart! Ja wam powiem! Będzie... Ślub, narodziny dziecka i...tragedia! :-D
Nie, nie. Nie chce was nastraszyć. Tak będzie!
Za 5-6 opowiadań proszę o przygotowania chusteczek. Może się przydadzą :-P
Przynajmniej postaram się, aby się przydały :-*
To nie ma być, tak, że ma to wyglądać jak jakaś "zemsta ". Oglądając pewny serial, wpadł mi do głowy pewien pomysł. I mogę wam obiecać, że słowa, które obiecywał Jacek... Znikną ma jakieś czas lub.. Na zawsze! ;-)
No to ten, tego...
Do następnego (♡˙︶˙♡)
Pozdrawiam
Aniołeczek ❤❤

niedziela, 27 sierpnia 2017

1.12 Bierzemy ślub

Jacek Nowak następnego dnia wstał wcześniej niż jego ukochana. Wstając z łóżka spojrzał na swoją wybranke. Była taka słodka gdy spała, delikatnie pocałował ją w czoło.
- Kocham cię. - szepnął i poszedł do kuchni.
Zrobił śniadanie, jednocześnie myśląc cały czas o Oli. Kochał ją, cholernie mocno ją kochał! Nie wyobrażał sobie życia bez niej. Żałuję tego, że zostawił ją w takim czasie. Miał nadzieję, że teraz nic nie zaszkodzi im tej miłości... Nie mógł przewidzieć, że wszystko będzie dobrze. Jeden Bóg wie co się wydarzy! Jednak miał nadzieję, że teraz, gdy już odnalazł swoje szczęście, nic im nie zaszkodzi. Gdy skończył robić śniadanie postawił wszystko na stół i poszedł obudzić Olę.
* Jacek *
Poszedłem obudzić moją księżniczkę. Wszedłem po cichu do sypialni. Spała jak zabita. Podszedłem bliżej łóżka i usiadłem na brzegu. Moja ręka od razu powędrowała na jej brzuch. Poczułem lekkie kopnięcie. Uśmiechnęłem się do siebie. Postanowiłem ją w końcu obudzić, stęskniłem się już za nią. Pocałowałem jej usta, bardzo namiętnie. Zaraz zobaczyłem jak otwiera swoje błękitne oczka.
- Witaj słoneczko moje. - uśmiechnąłem się szeroko.
- Co to za miłe powitanie?
- A co nie podoba się? - zbliżyłem do niej swoją twarz.
- Tak to możesz mnie codziennie witać. - podniosła się lekko i pocałowała mnie. Oczywiście odwzajemniłem to. Całowaliśmy się bardzo długo i bardzo mocno. Po chwili oderwałem się od niej.
- Chodź, rybko na śniadanie.
- Muszę? Tu jest tak wygodnie.- powiedziała, przeciągając się.
- Musisz, musisz. Inaczej sam cię wyciągnę leniu.
- Ham - pokazała mi język i wyszła do łazienki.
Co za kobieta?! Gdy wszedłem do kuchni, Ola delektowała się już śniadaniem.
- Widzę, że smakuje.
- Jak zawsze. - usiadłem koło niej i zaczęłam spożywać posiłek. Muszę przyznać, że wyszło mi pysznie.
- Powiedz mi, czy ty tylko dla mnie jesteś taka miła? - oczywiście miałem na myśli przeciwieństwo tego słowa.
- Tak. - zaśmiała się.
- I jak ja mam z tobą wytrzymać całe życie?
- Normalnie. Nie musisz być cały czas. - uśmiechnęła się i poszła do salonu.
- Ale chce. - podążałem za nią i usiadłem obok niej. Przytuliła się do mnie. Uwielbiałem to.
- Chyba musimy powiedzieć o ślubie twoim rodzicom. - powiedziała i jej humor całkowicie się zmienił.
- Ej, co jest?
- Szkoda, że moi rodzice nie doczekali tej chwili. - dostrzec można było smutek na jej twarzy.
- Skarbie, wiem że tęsknisz za nimi ale oni zawsze będą przy tobie. - mocno ją przytuliłem.
- Wiem, wiem. Dobra koniec tego smutku. Trzeba pomyśleć co zrobić na kolację i zaprosić twoich rodziców. - jej humor odrobinę się poprawił.
- Za to cię kocham - pocałowałem ją w policzek. Na jej twarzy pojawiły się rumieńce.
- Dzwoń - podała mi telefon.

* Rozmowa *
- Halo? - usłyszałem głos mojej mamy.
- Cześć mamo.
- Cześć synek. Co tam u ciebie? - Dobrze. Macie może czas wieczorem?
- Raczej tak a jest jakaś okazja? - Właściwie to tak.
- Jaka? - spytała jak zawsze zaciekawiona moja mama.
- Przyjdziecie to się dowiecie. - zaśmiałem się.
- Oj Jacuś, Jacuś. To o której mamy być?
- 19?
- Okej, do zobaczenia.
- Do zobaczenia.

- I jak? - spytała Ola gdy skończyłem rozmawiać.
- Będą o 19. Pozostaje jeszcze zrobić coś na tą kolację.
- O to się nie martw. Ja to załatwię. - złapała mnie za dłoń.
- Nie, ty odpoczywasz!
- Jacek błagam cię. Poradzę się.
- Ola... - nie dane było mi skończyć.
- Nie Jacek. Jeszcze raz coś takiego powiesz, a gwarantuje co, że więcej się do ciebie nie odezwę. - zagroziła mi.
- Yhm.
- Mówię poważnie. - powiedziała i poszła do przedpokoju i zaczęła zakładać buty.
- A ty gdzie? - poszedłem za nią.
- Jak to gdzie? Na zakupy.
- No to jadę z tobą.

* Narrator *
Kilka godzin minęło jak oka mgnieniu. Ola razem z Jackiem postanowili przygotować krokiety z grzybami.
Przygotowali stół i się uszykowali.
Chwile po 19 zjawili się państwo Nowak. Młodzi zaprosili ich do stołu. Podczas kolacji mama blondyna zaczęła rozmowę.
- Cieszę się, że w końcu jesteście razem - pani Nowak doskonale znała historię ich życia. Jacek spojrzał na Olę i ujął jej dłoń.
- My też się bardzo cieszymy, ale to nie wszystko... - Jacek nie wiedział jak dokończyć.
- Jacek mi się oświadczył. - powiedziała Ola widząc zakłopotanie narzeczonego.
Pani Alicja i pan Grzegorz byli bardzo zdziwieni ale jednocześnie szczęśliwi. Czekali na ten moment od dawna.
- Gratulacje kochani. - pogratulowali im i ich przytulili. - Dziękujemy - odpowiedzieli z grzecznością.
Około 21 Nowakowie opuścili mieszkanie Jacka i Oli.

* Ola *
Byłam zmęczona tym dniem. Marzyłam aby się położyć do łóżka. Jednak czekało mnie jeszcze sprzątanie. Jacek w tym czasie był w łazience. No właśnie... Jacek, jest mi z nim cudowne. Moje marzenia się spełniły. Jedyne co się boję to, to że mogę sobie nie poradzić przy opiece nad Marysią. Będę miała bliskich ale i tak wiem, że będzie ciężko. Cóż, w końcu to moja pierwsza ciąża.
Posprzątałam ze stołu i chciałam pozmywać, ale zatrzymała mnie dłoń na nadgarstku.
- Chodź spać, jesteś zmęczona. - Ktoś musi posprzątać. Kochanie idź się połóż. Ja zaraz przyjdę.
- Nie, bez ciebie nie idę. - przytulił mnie. To cudowne uczucie.
- No dobrze. Chodź mój amancie. - przejechałam ręką po jego bujnej czuprynie.
Byłam tak zmęczona, że od razu gdy położyłam się do łóżka, usnęłam.


Cześć!
Do najlepszych to nie należy ale staram się.
Pozdrawiam

środa, 23 sierpnia 2017

1.11 Kocham ale nie zapomnę...

Z dedykacją dla... Kogoś kochanego



[...] Gdy Ola zobaczyła Jacka  rzuciła mu się w ramiona. Tak bardzo za nim tęskniła.
Młody chłopak był zaskoczony reakcja dziewczyny. Myślał, że będzie kazała mu się wynosić a ona...ona go przytuliła. Bardzo go to wzruszyło.
- Tak mi ciebie brakowało. - szepnęła nadal przytulona do niego.
- Mi ciebie też. - również szepnął. Zosia postanowiła zostawić ich samych, oni zaś przeszli do salonu.
- Jacek... - zaczęła delikatnie.
- Ola, posłuchaj. Ja z całego serca chcę cię przeprosić. Nie wiem co we mnie wstąpiło, że tak postąpiłem. Wiedz, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Ciebie i dziecka. - dotknął jej brzuch. Ola spojrzała na niego, nie wyrażając żadnych uczuć. Jednak po chwili ciepło się uśmiechnęła.
- Ja bez ciebie też. Kocham cię ale...
- Nie ma żadnego ale, prawda?
- Wybaczam ci to wszystko ale nie zapomnę tego.
- Rozumiem. - lekko się uśmiechnął.
- Ale ja też nie jestem bez winy. Gdybym ci wtedy nie powiedziała tego co powiedziałam byś nie wyjechał.
- Najważniejsze jest teraz to, że jesteśmy razem. Kocham cię wieczorem, kocham i za dnia. Kocham rozmazaną i bez makijażu. Kocham cię za wszystko i kocham ciebie za nic. Tak po prostu, bez granic. - klęknął na kolano i wyciągnął małe pudełeczko. - Mimo tego co przeszliśmy...czy zostaniesz moją żoną i zmienisz moje życie na zawsze?
- Jacek...oczywiście, że tak! - pisnęła i przytuliła się do niego. - Ja ciebie też kocham.
Jacek nałożył na jej palec śliczny pierścionek i namiętnie się pocałowali. Gdy już się oderwali od siebie, Jacek powiedział.
- Wiem, że romantyczne to nie było.- zaśmiał się.
- Ważne, że to ty byłeś a nie ktoś inny.
- A jest ktoś inny? - spojrzał na nią.
- Tak. - Jacek spojrzał na nią ze strachem w oczach. Ola się zaśmiała. - Ono - dotknęła swojego brzucha.
Jacek roześmiał się głośno.
- Poczucie humoru się nie zmieniło. - pocałował ją w policzek.
- Nic się nie zmieniło, po za jednym.
- Czym?
- Zostaniemy rodzicami.
- I bardzo się z tego cieszę. - pocałował ją kolejny raz.
- Pomysł z zaręczynami Zosi? -spojrzała podejrzliwie.
- Nie. Wiesz, gdyby nie ona nie było by mnie tu teraz. To ona mi uświadomiła, że nie mogę cię tak zostawić. Z początku myślałem, że ciebie i Szymona coś łączyło - zaśmiał się. Ola posmutniała, przypominając sobie co Szymon robił. - Złotko, co jest?
- No bo Szymon...chcial mnie pocałować.
- Coś ci zrobił?? - spytał przestraszony.
- Nie, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nie masz się o co martwić. - położyła głowę na jego ramieniu. W tej chwili Jacek poczuł jakby trzymał w rękach całe swoje życie, swój cenny skarb. Gdy Oli nie było czuł pustkę w sercu. Bez niej nie było nic takie same. Ich droga jest taka sama. Jaki był głupi, że ją zostawił! No i jeszcze Eliza...nie powiedział o tym Oli. Ale czy w ogóle powinien o niej mówić. Przecież to przeszłość.
- Skarbie co jest? - Ola zauważyła, że jej narzeczony jest zamyślony.
- Nic, po prostu cieszę się, że już na zawsze będziesz moja. - lekko się uśmiechnął - i tylko moja - zaśmiał się i pocałował jej szyję. Oli przeszły ciarki. Nowak nie zamierzał kończyć pocałunków.
- Jacek, przestań. Musisz sobie jeszcze trochę poczekać. - kolejny raz ręka Jacka powędrowała na jej brzuch. Poczuł lekkie ruchu, uśmiechnął się.
- Kopie. - spojrzał na Olę. Na jej twarzy malował się piękny uśmiech.
- Z naszej córeczki to chyba będzie niezła piłkarka.- roześmiali się.
- Myślałaś już nad imieniem?
- Yhm. Ale nie wiem, które wybrać.
- A jakie masz propozycje?
- Lena, Marysia, Kasia oraz Zosia.
- Mam pewną zabawę. - uśmiechnął się szeroko.
- Jaką? - spytała zaciekawiona.
- Na trzy mówimy imię, które najbardziej nam się podoba. - zaśmiał się.
- Jak zawsze, poczucie humoru masz. No ale okej.
- Raz, dwa, trzy...
- Marysia - powiedzieli razem. Po czym się uśmiechnęli się do sobie.
- Nasz mały szakrab.
- Jacek... - wyszeptała.
- Tak słoneczko?
- Bardzo brakowało mi tego twojego humoru, i tego że po prostu byłeś. Nie chce cie więcej stracić. - z jej oka wypłynęła samotna łza. Jacek ją otarł mówiąc.
- Kotek, nie stracisz. Obiecuję ci to. Jesteś tą najważniejszą. Jesteś gwiazdką na niebie, która nigdy nie zniknie.
- Odnalazłam swojego księcia. - szepnęła i pocałowała go bardzo namiętnie.
- A ja moją księżniczkę, która mam nadzieję, że mi nigdzie nie ucieknie.
- Teraz? - podniosła dłoń i wskazała na pierścionek. - Możesz pomarzyć. - pogłaskała go po policzku.
- Wiesz, że teraz będziesz musiała ze mną wytrzymać długie lata.
- Wiem wiem. Jakoś wytrzymam. - pokazała mu język i poszła do kuchni. Nalewając soku do szklanki, poczuła dłonie na barkach.
- Nie wolno mi uciekać.
- Ja, kochany wszystko mogę.
- Co się stało z tą nieśmiałą panią sierżant? - spytał odwracając ją od siebie.
- Przy tobie się zmieniam.
- To bardzo się cieszę. Ale mam nadzieję, że w tą lepszą stronę.
- Dla innych w tą dobrą ale dla ciebie w tą złą. - kolejny raz pokazała mu język.
- Co się z tobą dzieje? Tylko nie mów, że ja cię tak zmieniam. - też jej pokazał język.
- Wyprawiam się w rolę żony. Zobaczymy jak długo ze mną wytrzymasz. - zaśmiała się. - A teraz chodź spać, jestem zmęczona.
- Wiesz, może ja już pójdę do siebie.
- Nie ma mowy. Ty od dziś mieszkasz tu...

Po godzinie leżeli w łóżku przytuleni do siebie.

Tak, to ja!:-D
Co myślicie o opowiadaniu? Nie za słodkie?
A tak poważnie, co będzie dalej?
Mogę wam tylko coś zdradzić.
Kochającą rodzina a tu nagle...cala sielanka znika bo... Tego dowiedzicie się niedługo. (~_^)

wtorek, 22 sierpnia 2017

1.10 Miłość to ceny dar



Proszę o przeczytanie informacji podanej na końcu,bo nie wiem co zrobić. Zależy mi abyście powiedzieli co o tym myślicie.




*Kilka dni później *
Dziś Zosia wyjechała do Niemiec, do Jacka. Adres jego aktualnego zamieszkania zdobyła od jego rodziców.
Właśnie stała przed jego drzewiami. Zastanawiała się czy dobrze robi mieszając się w ich życie. Ale w końcu nie może pozwolić na to, żeby jej przyjaciółka chodziła smutna.
Zapukała. Drzwi otworzył jej Jacek. Gdy zobaczył Zosię uśmiech znikł mu z twarzy.
- Czego chcesz? - spytał chamsko.
- Pogadać. - nie pytając o zgodę weszła do jego mieszkania i usiadła na sofie.
- My chyba nie mam już o czym gadać.
- My może nie, ale Oli by się przydały jakieś wyjaśnienia. - powiedziała zdenerwowanym głosem.
- Nie rozumiem?
- Do cholery! Chłopie, ogarnij się!! Za dwa miesiące ona urodzi. Będziesz ojcem! Chcesz zostawić ją samą z dzieckiem?!
- Sama tego chciała. - powiedział i chciał wstać ale Zosia mu nie pozwoliła.
- Myślisz, że ona tego chciała? Nie. Ona chciała żebyś ty był szczęśliwy. Nie chciała niszczyć ci życia, dlatego podjęła taką decyzję.
- Przecież ona nie niszczy mi życia... - odparł smutnym głosem. Wiedział, że źle postąpił zostawiając ją samą w ciąży.
- Ona cie kocha! Dla niej liczysz się tylko ty - odparła łagodnym głosem.
- Ale...ja nie mam odwagi żeby teraz do niej tak nagle wrócić. Jest już za późno! - powiedział i poszedł do kuchni. Stanął przy oknie. Poczuł dłoń na ramieniu.
- Nigdy nie jest za późno na miłość. Kiedyś mi powiedziała, że prawdziwa miłość jest tylko jedna. Ty byłeś i jesteś jej miłością. - lekko się do niego uśmiechnęła.
- Nie, ja tak nie mogę. Nie mogę rujnować jej teraz życia. Na pewno układa sobie życie z kimś innym.
- Myślisz, że gdyby układała sobie życie z kimś innym bym tu przyjeżdżała!? Ola...ona każdego dnia cierpi gdy ciebie nie ma. Kiedyś było inaczej. Widywała cię w pracy, mogła z tobą porozmawiać, to prawda, że tylko na tematy służbowe ale mogła. Dla niej chodź jedna minuta rozmowy z tobą była wszystkim.
- Dlaczego mi to mówisz? - spojrzał na nią.
- Bo wiem, że jeszcze nie wszystko jest stracone. Macie szanse być szczęśliwi. - Jacek przez chwilę poczuł się nie swojo. Okłamuje ją, wie, że i tak się dowie ale...
- Kochanie jestem! - usłyszeli głos dochodzący z przedpokoju. Zaraz koło nich pojawiła się jakaś blondynka. Zosia spojrzała na Jacka wzrokiem pełnym nienawiści.
- Kto to jest? - spytała blondynka patrząc na swojego chłopaka.
- To...to jest Zosia.
- Eliza, miło mi - wyciągnęła rękę w stronę Zosi. Ona jednak odwróciła głowę w stronę Jacka i walnęła mu z liścia.
- Widzę, że układasz sobie życie!  Szkoda jednak, że zapomniałeś o Oli i o tym, że zostaniesz ojcem. Ola ci nigdy tego nie wybaczy! - wykrzyknęła i wybiegła z jego domu.
- Jacek, ty...ty masz dziecko??
- Tak. - zobaczył on w spojrzeniu swojej dziewczyny coś czego nie umiał opisać.
- Ale...nie zostawisz mnie, prawda? - zawiesiła mu ręce na szyi. Wiedział, że próbuję go przekupić.
- Eliza, powiedz prawdę, kochasz mnie?
- Co to za pytanie? Oczywiście, że tak.
- Jasne, to po co ta zdrada? - pokazał jej zdjęcie z jakimś chłopakiem. - Jak wrócę ma cię tu nie być!- krzyknął i wybiegł za Zosią. Musiał jej to wszystko wyjaśnić.


- Zosia, zaczekaj! - krzyknął gdy dostrzegł jej postać. O dziwo dziewczyna się zatrzymała.
- Zosia, to nie tak jak myślisz.
- To nie mnie należą się przeprosiny tylko Oli.
- Wiem, dlatego potrzebuje twojej pomocy.
- Myślisz, że po tym co zobaczyłam pomogę ci?! To się mylisz.
- Eliza...ten związek to była fikcja. Od dawno mnie zdradzała. A ja zrozumiałem, że Ola jest dla mnie wszystkim.
- No ile? - spojrzała na niego.
- Co na ile?
- No ile dni te twoje obietnice?
- Na zawsze. Chodź ze mną to coś ci pokaże. - pociągnął ją za rękę.

Chwile później stanęli przed jakimś budynkiem. Weszli do środka. Stanęli przed pierścionkami.
- Który ładny?
- Chcesz się jej oświadczyć? - zapytała uradowana.
- Tak!
- Ten - wskazała na pierścionek z małym diamentem. Był śliczny! W sam raz pasował do Oli. Był delikatny, tak samo jak ona, a za razem cenny.
Kupili to co mieli kupić. Na chwilę weszli do domu Jacka zabrać jego rzeczy i pojechali na lotnisko. Kilka godzin później byli już w drodze do Polski. Jednak Zosię coś trapiło.
- Zośka, co jest?
- Bo dla mnie to dziwne. - powiedziała zamyślona.
- Ale co?
- Jeszcze kilka godzin temu miałeś dziewczynę a teraz chcesz się oświadczyć Oli.
- To prawda. - przyznał jej rację - Ostatni czasy mam za dużo partnerek.
- To po co ci to?
- Tęsknię za Olą, przy nich próbowałem zapomnieć o tym wszystkim. Jednak albo mnie zdradzały albo ze mną zrywały. Ola jako jedyna nie chciała się ze mną zabawić. A ja ją zostawiłem na lodzie. - widać było, że chłopak bardzo się tym przejmuję.
- Najważniejsze jest teraz aby Ola przyjęła zaręczyny.
- A jak mi nie wybaczy?
- Wybaczy, zobaczysz będzie dobrze.
- Dziwne to trochę. - zaśmiał się lekko.
- Ale co?
- Jeszcze kilka miesięcy temu byliśmy razem a teraz ty mi pomagasz.
- Bo przyjaciół się nie zostawia.- uśmiechnęła się.

[...] Zosia z Jackiem właśnie stali pod drzwiami mieszkania Oli. Jacek bardzo się bał. Nie wiedział jak zareaguje na jego widok. Czy go nie odrzuci?
Usłyszeli otwieranie drzwi. Jackowi serce zaczęli walić jak nigdy.
Ola gdy zobaczyła  Jacka to....



Co zrobiła Ola?
Macie jakieś pomysły?
Jedno jest pewne. W następnym opku będzie się działo :-D


Info : Może kiedyś pamiętacie jak prowadziłam bloga o Oli i Jacku, gdy Jacek był niepełnosprawnych?? Co myślicie aby dokończyć historię o nich? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach lub napiszcie mi na fb.
Pozdrawiam

PS. Next już jutro

niedziela, 13 sierpnia 2017

1.9 " Tęsknię... "

[...] Za drzwiami była Zosia. No tak, dziewczyna zapomniała o spotkaniu z nią. W ręku miała czerwone wino.
- Hejka kochana. - przytuliła ją i weszła w głąb mieszkania.
Ola przyniosła jakieś przekąski  kieliszki i sok sobie, w takim stanie nie będzie przecież pić alkoholu, potem usiadły na sofie i zaczęły rozmawiać.
- Jak ty się w ogóle czujesz? - Zosia spojrzała na jej brzuch.
- Psychicznie czy fizycznie? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- I tak i tak.
- Fatalnie. - spuściła głowę.
- No to mów co się dzieje.
- Na początku myślałam, że gdy Jacek wyjedzie to będzie mi lżej. Przestanę o nim myślę i każdy z nas będzie miał swoje życie. Ale tak nie jest. - łzy napłynęły jej do oczu.
- Tęsknisz za nim? - spytała, patrząc z bólem serca na przyjaciółkę.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo.
- Swoją drogą nie myślałam, że Jacek taki jest.
- Jest jaki?
- Zostawił cię w ciąży. Zamiast pomóc ci z tym.
- To nie jego wina.
- Ola, przestań. Bronisz go chodź dobrze wiesz, że mam rację.
- Nie Zosia. To ja mu kazałam odejść. Powiedziałam mu, że lepiej będzie jak zapomnimy o sobie.
- Jeśli by cię naprawdę kochał by o ciebie walczył.
- On chciał ale ja mu nie pozwoliłam.
- Jak to?
- Nie dałam mu dojść do słowa. Po za tym ja nie wiem czy potrafię z nim żyć jak  dawniej.
- Kochasz go?
- Oczywiście, że tak. Nawet na minutę nie przestałam go kochać. Nawet gdy był z tobą to... - Zośka jej przerwała.
- Ja i on to przeszłość. Nie rozmawiajmy o tym.
- Zosia, a mogę się ciebie o coś spytać?- spytała nie pewnie.
- Jasne. - posłała jej ciepły uśmiech.
- Dlaczego z nim zerwałaś? Dobrze wiemy, że nie zerwałaś z nim bo znalazłaś kogoś innego. Musiało wydarzyć się coś innego. - spojrzała na przyjaciółkę. Wyraźnie straciła humor.
- Powiem ci ale niech to zostanie między nami. Szczególnie nie mów nic Jackowi.
- No dobrze. Więc o co chodzi?
- Pamiętasz ten dzień jak rozmawiałaś z Jackiem pierwszy raz po waszym rozstaniu?
- No pamiętam.
* Wspomnienia *
Ola właśnie skończyła patrol. Pożegnała się i wyszła z pokoju. Pech chciał, że wychodząc zauważyła Jacka. Nie chcąc z nim rozmawiać odwróciła głowę i skierowała się w stronę wyjścia. Jednak on chciał z nią porozmawiać.
- Ola, zaczekaj. - krzyknął.
- Co chcesz? - spytała zatrzymując się, jednak nie patrzyła mu w oczy.
- Pogadaj ze mną.
- Nie mamy o czym. - spuściła głowę. Nie chciała żeby widział, że płaczę.
- Ola, proszę wysłuchaj mnie.
- Masz 5 minut.- powiedziała, nadal na niego nie patrząc.
- Chciałem cię przeprosić. To nie tak miało wyjść. Po prostu zrozumiałem, że dalsze ciągnienie tego związku tylko pogorszy sprawę. Owszem, czułem do ciebie bardzo mocną więź i chyba nadal czuję, ale nie chciałem cię mocno ranić...
- Wiesz co? - podniosła głowę, a on zauważył jej łzy. Poczuł dziwne ukłucie w sercu.- Zawsze uważałam cię za chłopaka godnego poświęcenia wszystkiego, i tak było. Poświęciłam dla ciebie wszystko. W głowie ani razu nie przeszła mi żadna myśli aby ciebie zdradzić, czy z tobą zerwać. Byłeś...byłeś jak to najcenniejsze złoto, które nigdy nie zginie. Dałeś mi świetne wspomnienia przeżyte w młodości jak i teraz...- Jacek słuchał jej bardzo uważnie. - Obiecywałeś, że zawsze przy mnie będziesz. Miałam świadomość, że nie zatrzymam cię przy sobie wiecznie. Jednak nie musiałeś ze mną zrywać w takim momencie. I wiesz co ci jeszcze powiem. - jej smutek przerodził się w złość.
- Co? - szepnął.
- Te kłótnie specjalnie wywoływałam chcąc zobaczyć czy zmierzasz się z tymi problemami, czy też stchurzysz. Teraz widzę jak bardzo ci zależało na tym związku!  Jedyne co ci zawdzięczam to ból tutaj...- wskazała na swoje serce.

* Rzeczywistość *
- Usłyszałam ją. Zrozumiem, że wiążąc się z nim, zabrałam ci szanse na szczęście. Może i ja bym była szczęśliwa ale było dla mnie ciężko okłamywać cię. Z każdym dniem czułam się coraz gorzej. Świadomość tego, że odebrałam ci chłopaka i zabrałam dziecku ojca strasznie mnie dobijała. Każdego dnia gdy cię widziałam, czułam, że masz do mnie żal o to wszystko. Nie wytrzymałam tego dłużej. Postanowiłam to wszystko skończyć. Zerwałam z nim tydzień później od waszej rozmowy.
- Ale Zosia, przecież ja bym sobie poradziła.
- Poradziła... Widzę, że teraz gdy go nie ma jest ci jeszcze ciężej.
- Jestem szczęśliwa.
- Obie wiemy, że to nie prawda. Kogo chcesz oszukać? Ja, jestem tu po to żeby cię wspierać. Obiecuję ci, że możesz na mnie liczyć w każdej sytuacji.
- Dziękuję. - przytuliły się do sobie.
- Tylko muszę ci jeszcze coś powiedzieć.
- Co jest? - spytała widząc, że Zosia zrobiła się jakaś dziwna.
- Muszę jechać do Szczecina, do moich rodziców na kilka dni.
- Będę musiała sobie poradzić.

Przyjaciółki rozmawiały jeszcze dwie godziny. Potem Zosia opuściła dom Oli. Tak naprawdę to ten wyjazd do Szczecina to ściema. Postanowiła pojechać do niego i powiedzieć mu o wszystkim. Powiedzieć co o nim myśli i jak bardzo zranił Olę.


Hej, hejka, hejcia!
Co u was słychać? Jak wakacje?
Co teraz się stanie z Olą i Jackiem?
Czy Zosia sprawi, że Jacek wróci?
Co będzie dalej?
Pozdrawiam robaczki
Aniołeczek ❤❤

środa, 9 sierpnia 2017

Miniaturka


Miniaturka na przeprosiny dla pewnej osóbki. Mimo tego, że się kłócimy i tak cię kocham robaczku :-*❤



Dwoje osób tak sobie ważnych, a jednak całkiem obcych poważnie się pokłóciło. Co się wydarzyło?? Wiedzą tylko oni.
- Pieprzony dupek. - krzyknęła.
- Szmata! - wrzasnął.
- No słucham powiedz co o mnie myślisz, będziesz miał na tyle odwagi?! - zapytała wyzywająco.
- Myślę, że jesteś brzydką, grubą i zapatrzoną w siebie egoistką, która czerpie przyjemność z ranienia innych. Wykorzystujesz każdego!
Zapadła cisza, można było usłyszeć jak łza dziewczyny uderza o podłogę.
- Twoja kolej! - ponownie krzyknął.
- Myślę, że jesteś najwspanialszą osobą na świecie... Przynajmniej w moim świecie. - wyszeptała.
Odwróciła się i odeszła zostawiając swój świat za sobą.
Jak najszybciej poszła pakować walizki. Nie chciała go znać po tym co jej powiedzieć. Człowiek, którego znała doskonale zmienił się nie do poznania. Łzy płynęły jej żwawo.
Gdy spakowała walizkę, weszła do przedpokoju, spojrzała na niego. Stał koło sofy ciągle na nią patrząc. W jego spojrzeniu zauważyła coś, co trudno było nazwać. To chyba było...zagubienie. Tak!  Na pewno zagubienie, ale jak po tym wszystkim co jej powiedział można być zagubionym!?
Odwróciła się napięcie. Już miała złapać za klamkę, gdy jednak ostatni raz chciała z nim pogadać. Spojrzała na niego wzrokiem pełnym nienawiści.
- Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. - podeszła do niego bardzo blisko. Tak, że czuł jej oddech na sobie. - Po co?  Po co to wszystko? Ta fałszywa nadzieja, obietnice, miłe słówka... No k*rwa po co?!  Chciałeś mnie zniszczyć do końca? Wiesz co...chyba ci się udało. - najszybciej jak mogła udała się do swojego domu. Nie chciała już znać go. Jego życia. Chciała o nim zapomnieć. Nie jest w stanie wybaczyć mu tego co zrobił.
W pewnym momencie nawet zatęskniła za tym wszystkim...

*Wspomnienia*
Siedziałam w biurze, kończąc wypisywać raporty. Miałam dość tego dnia. Marzyłam aby pójść do domu i wtulić się w blondyna, nic innego się nie liczyło. Nawet nie zauważyłam kiedy do pomieszczenia ktoś wszedł. Poczułam dopiero jego cudowne dłonie na moich plecach. Nic nie musiałam mówić. Wiedział, że jestem zmęczona i masaż mi pomoże. - Moja księżniczka za dużo pracuje. - mówił czule.
- Oj tam,  pracuje tak jak zawsze. - zaprzeczyłam. Wiedziałam, że będzie się droczyć. Uwielbiałam to.
- No to powiedz słońce kiedy ostatnio gdzieś razem wyszliśmy. - no i właśnie w tym momencie mnie znokautował. Nie powiedziałam nic tylko uśmiechnęłam się do niego czule i niewinnie. On rzekł.
- Nie rób takich maślanych oczek. Wiesz, że mam do nich słabość.
- Właśnie dlatego to robię. - uśmiechnęłam się szeroko i skradłam mu całusa. Chyba dla niego to było za mało. Złapał delitanie moje policzki i baaardzo namiętnie i długo pocałował.
- Zabieram cie już do domu słoneczko...

* Teraźniejszością *
Mimowolnie uśmiechnęła się przypominając sobie tego wspaniałego...mimo tego co jej zrobił, kochała go tak samo. Tylko nie może już z nim dalej żyć. To dla niej za trudno. Zależy jej ale już nie walczy, dlaczego? Bo już dawno przegrała tą walkę. Zmęczona, całym dniem usnęła na kanapie.


-Ola wybacz mi. Zrobiłem wielki błąd krzywdząc cię. Nie tak miało być...kocham cię. - spojrzał na nią, a ona?  Kompletnie nie wiedziała co zrobić. Te spojrzenie..przypominało jej tak wiele wspaniałych wspomnień. Kochała go ale czy będzie potrafiła z nim żyć?
- Wybaczam ci. Kocham cię. - uśmiechnęła się czule do niego. Miało dojść do pocałunku gdy nagle...dziewczyna otworzyła oczy. Było jej bardzo smutno, że to był tylko sen. Spojrzała na zegarek, 4:50 w nocy. Nie zaśnie już. Poszła do kuchni, rozmyślała jak teraz będzie wyglądać ich praca. Pewne jest to, że na pewno nie będzie z nim sam na sam. Czuła by się nie swojo. Może uda im się odbudować relacje, te jeszcze sprzed ich związku. Bardzo jej na tym zależy. Ma stracić go tylko dlatego, że popełnił błąd?! O nie, nie, nie!!
Niespodziewanie usłyszała dzwonek do drzwi " Co za debil o tej godzinie przychodzi w odwiedziny " pomyślała i poszła otworzyć. Zobaczyła kogoś z kwiatami. Po odsunięciu kwiatów zobaczyła jego...nie! To nie jest dobry moment aby on tu był. Ona dobrze wie jak to się skończy.
- Czego chcesz? - syknęła.
- Porozmawiać, na spokojnie. Wtedy targały mną emocje. Powiedziałem coś co nie powinien nigdy mówić.
- Jasne, jak zawsze musisz zwalać wszystko na coś.
- Możemy pogadać? - spytał z nadzieją w głosie.
- No wejdź- przesunęła sie, robiąc mu miejsce.
- No to słucham.
- Ja...nie będę się głupio tłumaczył, bo wiem, że to wszystko to moja wina. Ale...- złapał jej dłoń. O dziwo dziewczyna nie zabrała ręki tylko spojrzała mu w oczy. - ale zależy mi na tobie. Jeśli miałbym czekać nawet całe życie, to nie poddam się bo kocham cię. Nie można zrezygnować tak nagle z miłości twojego życia.


"Zatrzymaj się na chwilę, nad tym co w sercu kryjesz. Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl po co żyjesz?"

- Emm...ja nie jestem chyba jeszcze gotowa na to żeby ci wybaczyć. - podeszła do okna. Zawsze tak robiła gdy było jej smutno.
- Nie szkodzi, poczekam ile będzie trzeba.
- Nie, ty nie rozumiesz. To co mi zrobiłeś jest nie do wybaczenia - jej głos stał się pewny siebie. - Nie da się od tak o tym zapomnieć i żyć jakby nic się nie wydarzyło. Nie wybaczę ci. Chce aby nasze relacje były jak te jeszcze sprzed naszego związku- usiadła na przeciwko niego i spojrzała w jego błękit oczu.
- Jesteś tego pewna? - spytał, gdy już stracił nadzieję na wszystko.
- Nie jestem pewna. Ja po prostu nie umiem ci tego wybaczyć. Może kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy zaczniemy od nowa ale to nie jest chyba dobry moment. Nie gniewaj się.
- Spoko, rozumiem cie. Zasłużyłem na to i nie tylko...lepiej już pójdę. Udanego życia... - odszedł ze spuszczoną głową. Czy ona tego chciała? Nie. Ale nie umiała mu na razie tego wybaczyć.

* W tym samym czasie u Jacka*
Chłopak po rozmowie z dziewczyną kompletnie się załamał. Chciał o tym wszystkim zapomnieć. Nie czuć bólu. Wszedł do domu tylko na chwilę. Na stole zostawił coś, następnie wziął kluczyki i kask. Wsiadł na motor. Był to jego przyjaciel, który go nigdy nie opuści. Który zawsze go posłucha. Ruszył przed siebie.

" wznoszę ręce do góry krzycząc do ciebie Boże. Zabierz wszystkich do ciebie co giną na motorze.
Niech niebieskich autostrad nie braknie tam u góry. Kochamy naszą pasję chodź, ciągle giną tłumy. " 


* Kilka godzin później, 8:30*
Ola wzięła sobie wolne na dziś. Nie czuła się najlepiej. Bolał ją brzuch i było jej nie dobrze. Jednak to nie był jej problem. Od kilku godzin próbuję skontaktować się z Jackiem, jednak na marne. Czuła, że to co mu powiedziała było za ostre. Owszem, on powiedział też coś co nie powinien ale teraz to nie miało znaczenia.
Postanowiła pojechać do niego i z nim jeszcze raz porozmawiać.

20 minut później Ola była już pod drzwiami Jacka. Pukała i dzwoniła dobre kilka minut jednak bez skutku. To nie możliwe, żeby był w pracy bo ma urlop. Przypomniała sobie, że powinna gdzieś mieć klucze od jego mieszkania. Po znalezieniu kluczy i otworzeniu drzwi, weszła do środka.
- Jacek! - krzyknęła ale nikt jej nie odpowiedział. Przeszukała cały dom ale nie znalazła jego. Załamana usiadła przy stole w kuchni. Dopiero po chwili zauważyła białą kopertę z jej imieniem i nazwiskiem. Zaciekawiona zaczęła czytać.
"Olu, moja najdroższa! 
Być może są to ostatnie moja słowa skierowane do ciebie. Chciałaś żebym zniknął z twojego życia. Zrobię to. Chciałem ci tylko przekazać kilka słów. Byłaś, jesteś i będziesz dla mnie wszystkim. Kochałem cię ponad wszystko. Przepraszam cię z całego serca za tą zdradę i za te słowa, które skierowałem do ciebie. Żałuję, że to się wydarzyło. Cóż, może teraz będziesz szczęśliwa z kimś innym. Nasze drogi się rozeszły. Obiecuję ci, że mnie już nie spotkasz na swojej drodze. Mówią, że prawdziwa miłość jest jedna..ty nią byłaś. Niby nie wolno poddać się bez walki ale ja właśnie to robię. 
Nie szukaj mnie i nie dzwoń do mnie, nie znajdziesz mnie i nie usłyszysz mojego głosu przez telefon. 
To chyba tyle. 
Jacek"

Dziewczyna po przeczytaniu listu rozpłakała się. Nie wiedziała co teraz robić. Czuła, że straciła szanse na swoje jedyne szczęście. W pewnej chwili do głowy przyszedł jej jeszcze jeden pomysł. Szybko pobiegła do przedpokoju i otworzyła szafę, która tam stała. Zniknęła z tamtą pewna rzecz. Aby mieć pewność poszła jeszcze zajrzeć do szafki. Jej obawy się potwierdziły. Opadła na ziemię i zaczęła jeszcze bardziej płakać. Pamięta jak powiedział jej, że używa motoru tylko w jednym przypadku. To właśnie był ten przypadek.
Podniosła się z ziemi i poszła do jego sypialni. Usiadła na łóżku i wzięła do ręki zdjęcie jej i Jacka, które stało na szafce nocnej. Wpatrywała się w to zdjęcie kilka, długich minut. Zrozumiała, że to co zrobił, zrobił to dla niej. Ona nie chce przyjąć do wiadomości, że go tu nie ma.
Po chwili przyszła jej wiadomość. Odczytała.
" Przyjdź do szpitala na Borowieckiej! Szybko!  Krzysiek"
Ola jak najprędzej wybiegła z jego domu i udała się do szpitala. Całą drogę zastanowiła się o co może chodzić. A jeśli on...jak sobie poradzi?!
Po niecałych 10 minutach była na miejscu. Od razu po przekroczeniu progu szpitala ujrzała Krzyśka. Ten do niej podszedł.
- Wszystko okej? - spytała, widząc, że z jej kolegą nie jest najlepiej.
- Usiądź, muszę ci coś powiedzieć. - usiedli na krzesełkach i odezwał się Krzysiek.
- Ja wiem, że to już nie twoja sprawa ale ja uważam, że powinnaś wiedzieć.
- Wiedzieć co?
- Jacek...- jego głos się urwał.
- Co z nim? - dziewczyna bardzo się przejęła.
- Jacek miał wypadek na motorze.
- Żyje??
- Właśnie go ratują. Powiedział mi tylko, że mam ci przekazać, że cię bardzo kocha a potem...

Ola wybiegła ze szpitala. Bardzo się bała...bała się, że go straci. To co mu powiedziała...ona tego nie chce. Chciała, chce żeby było jak dawniej...

*Wspomnienia *
Szłam korytarzem komendy. Był to bardzo męczący dzień. Cóż, może Jacek ma rację, że za dużo pracuje? Miałam na sobie krwisto czerwoną sukienkę. Nagle poczułam jego dłoń na sobie. Zaciągnął mnie do swojego gabinetu. Usiadł na krześle a mnie posadził sobie na kolana.
- Jacek, przestań. Jesteśmy w pracy.
- No i co z tego.
- Należy...- nie dokończyłam.
- Tak wiem. Należy oddzielać życie prywatne od zawodowego. Co ja mogę poradzić na to, że nie mogę bez ciebie wytrzymać.
- Ja też bardzo za tobą tęsknie w pracy ale jakby nas ktoś zobaczył.
- Nie zobaczy. - pocałował mnie namiętnie.
- Zwariowałeś.- rzekłam i wstałam z jego kolan. On jednak znów mnie na nie posadził.
- Tak, zwariowałem ale na twoim punkcie. - chciał mnie znów pocałować, jednak ja odchyliłam głowę.
- Puść mnie. Mamy jeszcze cały wieczór. Ja już idę, później się zobaczymy. Pa kochanie. - musnąłam jego policzek. Jednak blondyn dalej mnie nie puścił.
- Jacek, puść mnie.
- Nie, jesteś moja. Nie puszczę cię.
- Wariat.
- Przez ciebie taki jestem moja księżniczko.
- Nie jestem...
- Jesteś, jesteś. Wątpię, że gdzieś tam jest jeszcze taka wspaniała i kochana osoba jak ty.
- To pozwól, że teraz twoja "księżniczka" - zrobiła cudzysłów w powietrzu - pójdzie do domu.
- Nie ma mowy, jadę z tobą.
- Ale ty masz pracę. - Jacek spojrzał na zegarek.
- Właśnie skończyłem. Ja idę się przebrać a ty tu zaczekaj. - dał jej całusa i wyszedł...


* Rzeczywistość*
Nie, nie może go stracić. Kocha go. Kocha go cholernie mocno. Nie wyobraża sobie życia bez niego. On musi żyć... Zrobi wszystko aby było jak dawniej. To prawda, była na niego strasznie zła ale pomimo tego bardzo go kocha i zrozumiała, że życie bez niego nie ma sensu.
Otarła zły i weszła do szpitala. W końcu nie może się poddać. Musi walczyć dla niego.
Poszła pod jego salę. Ujrzała go takiego bladego. Było do niego podłączone mnóstwo kabelków. Weszła do niego na sale chociaż wiedziała, że nie powinna. Usiadła na krześle obok niego i złapała go za dłoń. Ciarki jej przeszły.
- Kochanie, słoneczko, skarbie kocham cię, nie zostawiaj mnie samej. Jesteś potrzebny. Ja...przepraszam cię za to, że cię tak tamtej nocy potraktowałam. Zrozumiałam, że moje życie bez ciebie nie ma sensu. Wiem, że mnie słyszał. Walcz, proszę cię, walcz. Ja i wszyscy cię potrzebują... Kocham cię bardzo mocno słonko. - odeszła od niego. Miała szczęście, że lekarz jej nie widział. Usiadła na jednym z krzeseł. Nagle podszedł do niej Krzysiek. Położył jej dłoń na ramieniu i patrzył na nią smutnym wzrokiem.
- To moja wina. - szepnęła.
- Ola, co ty mówisz. To wina tego gościa co w niego wjechał. Ty nie byłaś niczemu winna. - objął ją ramieniem. Nie miał pojęcia co się wtedy między nimi wydarzyło.
- Właśnie, że moja!  Gdybym tak go wtedy nie potraktowała by nie wsiadł na ten cholerny motor! - schowała twarz w dłoń. Krzysiek nie wiedział co powiedzieć.
- Najważniejsze jest teraz to aby z tego wyszedł. - były to jedyny słowa adekwatne do sytuacji. Nie mógł jej obiecać, że wszystko będzie dobrze bo nie wiedział czy będzie.
Gdy tak rozmawiali, zobaczyli, że kilka pielęgniarek i lekarz wbiegają do sali Jacka. Ola zaczęła jeszcze bardziej płakać. On musi żyć. Krzysiek ją przytulił. Po kilkunastu minutach lekarz wyszedł do Oli i Krzyśka.
- Doktorze, co z nim? - jako pierwsza odezwała się Ola.
- Pan Jacek się obudził. Jego stan jest stabilny. Myślę że za mniej więcej tydzień powinien wrócić do domu.
- Czy coś zagraża jego życiu?
- Nie. Aa bo bym zapomniał. Pan Jacek cały czas powtarza imię " Ola", jak mniemam to pani, także proszę do niego wejść. - powiedział odchodząc i uśmiechnął się do niej.
- Dziękuję. - dziewczyna uradowana wybiegła na jego salę. Przytuliła się mocno do niego.
- Udusisz mnie. - zażartował słabym ale wesołym głosem.
- Przepraszam. - odsunęła się od niego.
- Olcia, ja chciałem cię...- dziewczyna mu przerwała, kładąc palec na jego ustach.
- Cii nic nie mów skarbie. Musisz odpocząć. - pogłaskała jego policzek.
- Ale Ola...
- Wybaczam ci. Kocham cię bardzo mocno słonko. - pocałowała go namiętnie w usta.
- Ja ciebie też kocham skarbie.
Młodzi byli naprawdę bardzo szczęśliwi. Teraz mogłoby już być tylko lepiej.

* Kilkanaście lat później *
- Mamo, wychodzę! - krzyknął 17-letni Eryk do swojej rodzicielki.
- Gdzie? - podeszła do niego. Gdy zauważyła w jego ręku kask, powiedziała. - Nie ma mowy! Nie puszczę cię na motor!!
- Ale mamo, daj mi chociaż raz pojeździć na nim.
- Nie. - odpowiedziała stanowczo.
- Dlaczego?
- W ten sam sposób o mało nie straciłam twojego ojca. Nie chce znów przeżywać tego samego.
- Co?! Czemu nic nie mówiłaś?? - Nie było potrzeby. Oddaj kluczyki. - wyciągnęła rękę w jego stronę.
- Nie ma mowy!- oburzył się.
- Eryk!! - krzyknęła. W tym samym momencie do domu wszedł Jacek, ojciec chłopaka.
- Cześć a co tu się dzieje?
- Eryk chce wziąć motor.
- Mamo, ja rozumiem co czułaś gdy tata miał wypadek ale ja będę ostrożny. - przytulił się do swojej rodzicielki.
- Eryczku, ja martwię się o ciebie. Nie rób tego.
- Mama ma rację - wtrącił się Jacek.
- Tato, ty też zaczynasz?
- Daj te kluczyki i będzie po kłopocie. - Jacek bronił swojej żony.
- Nie! - wybiegł z domu. Ola zaczęła płakać.
- Skarbie, nie płacz. Jest rozsądny nie zrobi sobie nic. - Jacek ją przytulił.
- Ja nie chce przeżywać tego samego gdy ty byłeś w szpitalu.
- Ale kochanie, ja byłem pod wpływem emocji. On nic sobie nie zrobi.
- Mam nadzieję. Przecież ma Gosię, nie może jej tak zostawić. - Ola mocno wtuliła się w Jacka.
- Kocham cię perełko. - szepnął i pocałował ją w czoło.
- Ja ciebie też słońce.

* W tej samej chwili, Eryk*
Eryk właśnie dotarł do parku. Był zły na swoich rodziców, ale z jednej strony rozumiał. Jego mama nie chce po prostu przeżywać tego samego co kilka lat temu. Nie wziął tego motoru, ale jego rodzice chyba o tym nie wiedzieli. Cały czas jednak zostawiał się co się wydarzyło między nimi, że jego ojciec wylądował wtedy w szpitalu.
Jego rozmyślania przerwał głos jego dziewczyny Gosi.
- Cześć kochanie - pocałowała go w policzek.
- Hej perełko
- Co tam, jak tam?  Jakiś taki zamyślony jesteś.
- Ehh..pokłóciłem się z rodzicami. - Eryk wyraźnie zaskoczył Gosię. On raczej nigdy nie kłócił się z rodzicami. - Jak to?? Co się stało??
- Jak wiesz kilka dni temu kupiłem sobie motor. No i dziś chciałem się nim przejechać. Jednak moja mama powiedziała, że nie. Potem jeszcze tata zaczął się mieszać.
- Ale dlaczego nie kazali ci?
- Z tego co wiem to mój ojciec miał jakiś wypadek na motorze. Wiesz co mnie zastanawia?
- Co takiego skarbie?
- Dlaczego oni mi wcześniej mi o tym nie powiedzieli i co było powodem tego wypadku.
- Wiesz co. Kilka dni temu odwiedził mnie wujek Mikołaj. Wspominał czasy jak jeszcze pracował na komendzie, z tego co wiem pracował razem z twoim rodzicami. Mówił coś, że jego przyjaciel miał wypadek na motorze. Prawdopodobnie pokłócił się z dziewczyną i zerwali.
- Ty myślisz, że to oni?
- To są tylko moje podejrzenia. Może skończymy już ten temat, co?
- Okej, kocham cię Gosieńko. - musnął jej policzek. Na twarzy dziewczyny pojawiły się rumieńce.
- Ja ciebie też kotku.
- Co powiesz na wspólny spacer po Wrocławiu.
- Mi pasuje tylko...
- Tylko co?
- Zadzwoń do twojej mamy i powiedz, że nie wzięłaś tego motoru. Pewnie teraz się zamartwia.
- No dobra, zrobie to dla ciebie.


* Ola i Jacek *
Ola siedziała wtulona w swojego męża. Jej syn od kilku godzin nie daje znaku życia. A co jeśli coś mu się stało? Jej mąż próbował ją uspokoić, jednak na marne. W pewnej chwili zadzwonił telefon kobiety.
- Halo? - powiedziała do słuchawki.
- Cześć mamo.
- Eryk, boże wiesz jak się o ciebie martwiłam z ojcem. Gdzie ty jesteś? Wróć do domu.
- Mamo spokojnie. Nie wzięłem tego motoru. Jestem w parku, z Gosią. Idziemy na spacer po Wrocławiu. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu?
- Nie masz pojęcia jak się cieszę. A o której będziesz?
- A mogę zostać u Gosi?
- No jasne. Paa synek.
- Pa mamo.
- No i co? - spytał Jacek gdy Ola odłożyła telefon.
- Całe szczęście nie wziął tego motoru. Będzie nocować u Gosi.
- No to super. - zaczął całować jej kark.
- Ej, ej, ej! Ktoś tu się nakręcił. - zaśmiała się i wstała. Zaraz jednak znalazła się na kolanach swojego męża.
Ich pocałunki stały się coraz bardziej namiętne. Ruszyli do sypialni. Tam Ola oddała się mu w całości.

* Rok później *
Eryk i Gosia są narzeczonymi. W końcu po tak długim związku, Eryk oświadczył się Gosi. Zostaną również młodymi rodzicami. Tak, Gosia jest w drugim miesiącu ciąży. Na początku bali się o tym powiedzieć rodzicą ale na szczęście ich rodzice przyjęli to z radością. W końcu zostaną dziadkami.
Ola i Jacek również cieszą się szczęściem syna. Nadal są szczęśliwym małżeństwem.



To dla ciebie robaczku kochany :-*:-*💘

Ona i On - dwa słowa, jedno życie!

Aleksandra Wysocka siedziała w pracy przy biurku, a z jej oczu kapały łzy. Nie mogła  uwierzyć, że Borys mógł jej to zrobić. W pewnej c...